Ostatnio u mnie w roli głównej:
achy-ochy... :)
czwartek, 24 maja 2012
środa, 23 maja 2012
miniony weekend
Miniony weekend.
w drodze..., przy stole, ... wśród bliskich...
...z miasta .... do miasta ....
z masą pozytywnych uczuć,
z niespodzianką wspaniałą...
z wiarą w ludzi, rodzinę,
z zakwasami :)...
z myślą : " o takich chwilach właśnie marzyłam" ...
Oby było ich przynajmniej tyle ile było na minionym weekendzie.
wtorek, 15 maja 2012
wspomnienia...
Czasem dziwi mnie to jak niektóre wspomnienia zostają w nas na zawsze, jak pewne wydarzenia, sytuacje w naszym życiu są mocno zagnieżdżone w naszej podświadomości. A raz na jakiś czas do nas wracają.
A to za sprawą snu, zdjęcia, usłyszanej muzyki lub zdania, które ktoś kiedyś już do nas wypowiedział...
Mimo tego iż jesteśmy w zupełnie innym momencie życia, na zupełnie innym jego etapie. Mimo iż ułożyliśmy je sobie zupełnie inaczej niż plany ze wspomnień..., przychodzi taki moment, taka chwila przelotna.... minutka... i łza się w oku kręci... by zaraz zastąpił ją uśmiech na twarzy...wywołany myślą : "przecież to tylko wspomnienie, przecież już jestem gdzie indziej...najwyraźniej tak miało być...".
A wspomnienia wędrują z powrotem do szuflady w naszym mózgu...by znowu po jakimś czasie nasza podświadomość tę szufladę otworzyła i skonfrontowała ją z naszą rzeczywistością.
By łza za niezrealizowanym mogła się zakręcić i radość nad tym co zrealizowane w teraźniejszości ciepło w sercu wywołała.
Bo wspomnienia jak sama nazwa wskazuje to tylko wspomnienia....
A czy to co nam się kiedyś wydawało jedyne i dobre - takim jedynym i dobrym by dla nas było teraz, nie wiemy...
A może to i lepiej...?
A to za sprawą snu, zdjęcia, usłyszanej muzyki lub zdania, które ktoś kiedyś już do nas wypowiedział...
Mimo tego iż jesteśmy w zupełnie innym momencie życia, na zupełnie innym jego etapie. Mimo iż ułożyliśmy je sobie zupełnie inaczej niż plany ze wspomnień..., przychodzi taki moment, taka chwila przelotna.... minutka... i łza się w oku kręci... by zaraz zastąpił ją uśmiech na twarzy...wywołany myślą : "przecież to tylko wspomnienie, przecież już jestem gdzie indziej...najwyraźniej tak miało być...".
A wspomnienia wędrują z powrotem do szuflady w naszym mózgu...by znowu po jakimś czasie nasza podświadomość tę szufladę otworzyła i skonfrontowała ją z naszą rzeczywistością.
By łza za niezrealizowanym mogła się zakręcić i radość nad tym co zrealizowane w teraźniejszości ciepło w sercu wywołała.
Bo wspomnienia jak sama nazwa wskazuje to tylko wspomnienia....
A czy to co nam się kiedyś wydawało jedyne i dobre - takim jedynym i dobrym by dla nas było teraz, nie wiemy...
A może to i lepiej...?
środa, 2 maja 2012
zbieram kawałki
Zbieram się.
Nie do wyjścia.
Nie do nowego.
Zbieram się po tym jak się rozsypałam, jak świat runął i wydawało się, że miliony kawałków mnie nie będą w stanie zbić się z powrotem w całość.
Są w stanie. To już wiem.
Bo tak samo jak mój świat w jednej minucie runął, tak samo w innej minucie się odbudował.
Nie taki sam. Choć na tej samej kanwie.
Co się zmieniło?
De facto nic. Nic zauważalnego gołym okiem. Jestem w tym samym miejscu gdzie byłam, de facto tylko jeden tydzień z mojego życia został jakby wycięty. Rozsypany.
Ale to co gołym okiem niezauważalne już takie samo nigdy nie będzie.
Zmieniło się, mimo iż świat mój poskładany jakby od nowa... zmieniony jest. Zmieniony w mojej głowie.
Bo czasem gdy do muru dojdziemy, gdy nasz świat się o ten mur rozbija, to zdajemy sobie sprawę z wielu spraw, z tego co mamy i co ważne dla nas.
I choć tym razem mur się dał przebić, a właściwie ten kto go przede mną postawił w tej pewnej minucie, ten mur musiał zburzyć, to coś mi to dało, coś we mnie zmieniło. I niepokój zasiało, ale nie na nim będę się skupiać. Skupię się na dziękowaniu za to co mam, kim jestem i gdzie jestem.
Mając świadomość, że żyć trzeba teraz, mając świadomość, że wszystko może się rozbić w minute, ale i w minute zbudować.
Ps. Dziękuję za słowa pod wcześniejszym postem...
Dziękuję....
Nie do wyjścia.
Nie do nowego.
Zbieram się po tym jak się rozsypałam, jak świat runął i wydawało się, że miliony kawałków mnie nie będą w stanie zbić się z powrotem w całość.
Są w stanie. To już wiem.
Bo tak samo jak mój świat w jednej minucie runął, tak samo w innej minucie się odbudował.
Nie taki sam. Choć na tej samej kanwie.
Co się zmieniło?
De facto nic. Nic zauważalnego gołym okiem. Jestem w tym samym miejscu gdzie byłam, de facto tylko jeden tydzień z mojego życia został jakby wycięty. Rozsypany.
Ale to co gołym okiem niezauważalne już takie samo nigdy nie będzie.
Zmieniło się, mimo iż świat mój poskładany jakby od nowa... zmieniony jest. Zmieniony w mojej głowie.
Bo czasem gdy do muru dojdziemy, gdy nasz świat się o ten mur rozbija, to zdajemy sobie sprawę z wielu spraw, z tego co mamy i co ważne dla nas.
I choć tym razem mur się dał przebić, a właściwie ten kto go przede mną postawił w tej pewnej minucie, ten mur musiał zburzyć, to coś mi to dało, coś we mnie zmieniło. I niepokój zasiało, ale nie na nim będę się skupiać. Skupię się na dziękowaniu za to co mam, kim jestem i gdzie jestem.
Mając świadomość, że żyć trzeba teraz, mając świadomość, że wszystko może się rozbić w minute, ale i w minute zbudować.
Ps. Dziękuję za słowa pod wcześniejszym postem...
Dziękuję....
wtorek, 24 kwietnia 2012
miliony kawałaków...
zadziwiające jest to, że w ciągu minuty życie może odwrócić się do góry nogami, a wszystko może rozbić się na miliony kawałków... :( i zadziwiające jest to, że szczypanie nic nie pomaga- bo to nie sen, niestety
poniedziałek, 16 kwietnia 2012
wrażenie
Ostatnio mam wrażenie, że bywam tam przynajmniej raz w tygodniu...
W sumie to dzięki temu nasze mieszkanie zaczyna składać się w całość...
Tam dodatki, gdzie indziej meble...
Sporo wyborów, decyzji, radości i nerwów...
Ale to wszystko...
powoli...
pozwala mi na mówienie o naszym mieszkaniu, że to moje miejsce, to mój dom...
W sumie to dzięki temu nasze mieszkanie zaczyna składać się w całość...
Tam dodatki, gdzie indziej meble...
Sporo wyborów, decyzji, radości i nerwów...
Ale to wszystko...
powoli...
pozwala mi na mówienie o naszym mieszkaniu, że to moje miejsce, to mój dom...
piątek, 13 kwietnia 2012
13-tego
To był bardzo dobry piątek 13-tego....
Ale jeszcze bardziej czekam na sobotę 14-stego...
Już blisko, już blisko...
Ale jeszcze bardziej czekam na sobotę 14-stego...
Już blisko, już blisko...
Subskrybuj:
Posty (Atom)




